Header Ads

Słuchawki w krzakach, czyli jak przegrałem z elektroniką


Muzyka jest dla mnie ważna. Nawet bardzo ważna, bowiem słucham jej przy każdej możliwej okazji. Przy goleniu, w drodze do pracy, w biurze a nawet gdy zasypiam. I choć wydaje się to dziwne, jedynym czasem, kiedy muzyki NIE SŁUCHAM to bieganie. Część z Was pewnie puka się teraz w czoło, gdyż w Waszym przypadku zapewne jest dokładnie odwrotnie. I wcale się nie dziwię, bowiem trening to faktycznie idealny czas, aby odpłynąć wraz z ulubionymi kawałkami. Niestety dla mnie przeszkoda, mimo, że błaha, okazała się nie do przeskoczenia. Otóż wszystkie słuchawki, jakich używałem, po podłączeniu do portu typu ‘jack’ w telefonie, automatycznie po kilkunastu minutach użytkowania ściszały się do minimum, „aby chronić mój słuch”. Nie pomogła zmiana telefonu z Samsunga S2 na LG G4, a później na Xiaomi MI 5S. Nie pomogły także dziesiątki aplikacji, które „podtrzymywały” głośność, blokując ściszanie – wszystkie przegrywały i koniec końców telefon uszczęśliwiał mnie na siłę, dbając o moje zdrowie… Poniosłem porażkę, a ostatnie słuchawki w przypływie złości, po kolejnym całkowitym wyciszeniu, wylądowały ostatecznie w przydrożnych krzakach…

Moje cierpienie, z którym pogodziłem się już do końca życia, zakończyło się w momencie, gdy w ręce wpadły mi bezprzewodowe, sportowe słuchawki IFROGZ Summit Wireless. Początkowo nieco nieufnie (nauczony doświadczeniem) zaplanowałem wyjście na bieganie, wybierając na Spotify ulubioną playlistę. Parowanie słuchawek poprzez Bluetooth poszło bezproblemowo, pozostało jedynie dopasować douszniki. Z tym także nie było problemu z uwagi na dodatkowe skrzydełka, skutecznie kotwiczące słuchawki w bezruchu. Idealnie wpasowanie całkowicie wytłumiło dźwięki zewnętrzne, a brak przemieszczania się słuchawki w uchu przez cały treningu nie wygenerował żadnych dodatkowych szumów czy szelestów. Po chwili zatem byłem gotowy na pierwszy test nowego sprzętu. 

Intuicyjna obsługa oraz innowacyjne mocowanie

Pierwsze kilka kilometrów przebiegły bezproblemowo, a siła dźwięku muzyki z telefonu – jak się szybko okazało – mogła być wzmocniona w słuchawkach dodatkową głośnością. Przy okazji mogłem sprawdzić funkcjonalność menu, umiejscowionego na drobnym akumulatorze. Całość okazała się być mocno intuicyjna, pozwalając już za pierwszym razem rozszyfrować wszystkie funkcje – ‘start/stop’, przy podwójnym kliknięciu ‘next’, oraz tradycyjne już przy volume „-” i „+”. Co więcej, przytrzymując te ostatnie możemy przesunąć utwór do przodu lub w tył. Oznaczając w menu Bluetooth chęć korzystania także z opcji połączeń, bez kłopotów możemy przyjmować i odrzucać połączenia, dodatkowo sterując głośnością rozmowy. W mojej opinii, niczego więcej od podręcznego menu nie trzeba oczekiwać. I o ile funkcja ta nie należy do innowacyjnych, to sposób mocowania akumulatora do ubrania już tak – całość jest przytrzymywana przez elastyczny, gumowy pasek zakończony magnesem, który dopasuje się do każdej kieszeni, rękawka czy kołnierzyka. To bardzo użyteczna rzecz, która ani przez chwilę nie przeszkadza podczas biegu. A to się chwali, zwłaszcza podczas kilkunastokilometrowych wybiegań. Największym jednak plusem to fakt bezprzewodowej pracy urządzenia – w końcu problem z plątającym się kablem czy ściszaniem dźwięku poszedł w niepamięć! Thank God!


Jakość dźwięku i pojemność baterii

I właściwie na tym mógłbym zakończyć tę recenzję, bowiem mogę już słuchać muzyki, a to w moim przypadku ogrooomny progres. Jednak sprzęt, który zdecydowałem się opisać jest wart zdecydowanie szerszego zainteresowania. Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na jakość odbioru muzyki – bez względu na głośność jest bardzo wysoka, co szczególnie ucieszy wymagającego odbiorcę. Czystość dźwięku to zatem niewątpliwa zaleta słuchawek Summit. Czy można chcieć zatem czegoś więcej od bardzo dobrych jakościowo i wygodnych słuchawek bezprzewodowych? Okazuje się, że można.

W dobie smartfonów, zegarków, tabletów, przenośnych głośników i dziesiątek innych urządzeń, których codzienne ładowanie wydaje się być zmorą nawet dla najbardziej cierpliwych fanów urządzeń elektronicznych, problem doładowywania faktycznie znika. Szybkie ładowanie poprzez standardowy kabel USB (także przez laptop!) pozwala na regularne zapominanie o podłączaniu słuchawek do prądu po każdym treningu. Dla tych, którzy przypominają sobie o doładowaniu zegarka i telefonu zwykle na kwadrans przez treningiem, szczególnie docenią pojemną baterię. Natomiast w przypadku wyjątkowych problemów z pamięcią użytkownika, niespełna 60 minut pozwala na pełne naładowanie słuchawek. I problem znika na kolejnych kilka (naście) dni.

Najprostszy błąd świata, czyli jednak żona też chce!

Kiedy już oficjalnie ogłosiłem małżonce, że wracam do biegania z muzyką, popełniłem podstawowy błąd, przedstawiając wszystkie zalety moich nowych słuchawek. Bardzo szybko okazało się, że skoro ja mam, to ona też chce. A wystarczyło nie chwalić się za bardzo, tylko w spokoju uciekać z domu, a słuchawki zakładać dopiero na klatce schodowej. Musiałem zatem żonę udobruchać, a skutecznie udało się to dopiero… z damską wersją słuchawek Charisma Wireless w kolorze różowym. 

I choć jakościowo – sprawdzałem! – chyba niczym nie ustępują mojemu Summitowi, to muszę przyznać, że byłem bardzo ciekawy opinii żony. Kobiety bowiem zwykle widzą zupełnie inne cechy takich zabawek. I nie pomyliłem się. Jak się okazuje pierwszą zauważoną zaletą było bezproblemowe łączenie kablem z akumulatorem oraz wbudowane magnesy na tylnej części słuchawek, dzięki czemu… „nie plątają się tak w torebce”. I choć nigdy w życiu nie wpadłbym na taką argumentację, to w przypadku pań, wydaje się być ona absolutnie sensowna. Drugą wyróżnioną kwestią okazał się być – nie inaczej – kolor. Ale nie byle jaki kolor, bowiem ten został opisany jako… różano-perłowy. Jak widać w marketingu producenta nie pracują jedynie panowie. Trzecią zaletą okazały się dodatkowe gumowe nakładki ułatwiające zaczepienie słuchawki w uchu. W porównaniu do „męskich” skrzydełek (z uwagi chociażby na wielkość ucha) u kobiet lepszą opcją faktycznie wydają się wymienne końcówki. 


Cena vs jakość a polski konsument

Dziś, kiedy rynek zalewany jest przez każdy możliwy sprzęt z Chin, sprowadzany wręcz kontenerami z kolejnych serwisów aukcyjnych, mnożących się jak grzyby po deszczu, coraz trudniej o znalezienie dobrego jakościowo sprzętu w atrakcyjnej cenie. A w dodatku, o ile co do jakości możemy się zgodzić, to ta „dobra” cena dla każdego może być inna. Zresztą... zdarzyło mi się nawet zakupić kiedyś słuchawki za 3,99 zł, które nie zagrały ani jednej czystej nuty, od razu lądując w koszu. Ich zwrot do sprzedawcy byłby nieopłacalny, nawet gdyby ten mieszkał kilka ulic dalej… Dlatego też nie zdziwiła mnie cena słuchawek, które po przeliczeniu na złotówki wynosi niespełna 100 zł. Nie jest to mało jak na słuchawki, ale biorąc pod uwagę stosunek jakości produktu do ceny, to wydaje się być całkiem odwrotnie. Tym bardziej, że wysyłka ze stron opisanych poniżej jest do Polski darmowa. Co więcej, producent gwarantuje długą żywotność słuchawek i nawet w przypadku zużycia, po odesłaniu sprzętu, przysyła nam bezpłatnie nowe. Zasady chyba nawet bardziej niż fair.


Recenzował: Tomasz Lasota


Brak komentarzy