Header Ads

Testowaliśmy słuchawki Flex Arc od IFROGZ

Od kiedy zacząłem biegać, regularnie w treningach towarzyszy mi muzyka. I właściwie dlatego potrzeba doboru odpowiednich słuchawek towarzyszyła mi właściwie od samego początku. Momentem przełomowym były słuchawki Summit Wireless, marki IFROGZ, dzięki którym na nowo pokochałem bieganie. Dlatego też, kiedy trafiłem na modelu Flex Arc (tego samego producenta) wiedziałem, że nie będę zawiedziony. 

Zgrabne pudełko nie zawierało dużo, bo tylko to, co potrzebne: czytelną instrukcję obsługi, kabel micoUSB, wymienne nakładki na słuchawki (w różnych rozmiarach, co ułatwia odpowiednie dopasowanie), oraz oczywiście same słuchawki. Wszystko ładnie i estetycznie spakowane i zabezpieczone w utwardzonym opakowaniu, co już na wstępie podniosło rangę sprzętu. Całość słuchawek to przede wszystkim, wynikający zresztą z nazwy, elastyczny łuk ('flex arc'), który zakładamy na szyję z tyłu. 

Podczas mierzenia słuchawek w domu, leżały one swobodnie, nie powodując dyskomfortu, nawet po umieszczeniu słuchawek w uszach. Na końcu łuku zgrabnie umieszczono lekkie przyciski (z wypukłościami, ułatwiające bezwzrokowe sterowanie), wejście microUSB oraz mikrofon, a także oczywiście wewnętrzną baterią, która jak się później okazało pozwala na swobodne słuchanie głośnej muzyki nawet przez kilka dobrych godzin - wszak nic tak nie złości, jak koniec muzyki w połowie treningu… Parowanie sprzętu z telefonem nie zajęło więcej niż kilkanaście sekund i zostało miło potwierdzone głosem lektorki a także niebieską diodą. 

Nie pozostało mi nic innego, jak wyjść pobiegać, szykując w Spotify ulubioną playlistę. Ubierając się ukryłem słuchawki (łuk) w kominie wokół szyi, a ten dopasował się idealnie, gdyż ledwo dawał się wyczuć. Podczas samego biegu też szybko zapomniałem, że noszę coś na karku, ponieważ cała konstrukcja okazała się wyjątkowo lekka. Pierwsze kilometry pokonałem w rytmie dynamicznej muzyki z solidnym podbiciem basowym - nie przypadkowo wybrałem akurat ten rodzaj playlisty. Dźwięk docierający do uszu był czysty, wyraźny i co najważniejsze, nawet podczas dynamicznych ruchów nie tracił płynności, co zdarzało się innego rodzaju słuchawkach. Douszniki także przez cały czas treningu (ponad godzinę biegu) nie wypadały, ani nie zmieniały położenia. Nawet pod koniec biegania, kiedy pojawił wszędzie pojawił się nieodłączny kompan biegaczy, czyli pot, nie przeszkadzało to słuchawkom spełniać swojej roli. 

Jeżeli miałbym już mocno się czepiać do czegokolwiek, to mimo wszystko osobiście chciałbym, aby poziom głośności był minimalnie wyższy -uwielbiam głośną muzykę, więc jeden poziom więcej z dostępnych ok. 8 (o ile dobrze naliczyłem) byłby truskawką na torcie. Zdaję sobie jednak sprawę, że zarówno moja żona, jak i każdy laryngolog świata spokojnie uznaliby poziom głośności we Flex Arcu za wystarczająco głośny. Po kilku testach spokojnie mogę uznać model marki IFROGZ za godny polecenia. I nie tylko ze względu na interesujący desing, bo nigdy wcześniej nie spotkałem się z tego rodzaju łukiem, ale także z uwagi na jakość dźwięku - bo to chyba najważniejsze w słuchawkach. 

Jeżeli zatem dodamy do tego wysoką funkcjonalność (nawet podczas ruchu) i zestawimy z ceną - 35E (ok. 150 zł), wychodzi nam bardzo uczciwa cena za produkt wysokiej klasy. I choć dla niektórych kwota może wydawać się zbyt wysoka jak na zwykłe słuchawki, to szybko przekona się, że przymiotnik "zwykłe" będzie tu krzywdzący, a sama inwestycja zwróci się już podczas pierwszego użytkowania.

Brak komentarzy